WŁADYSŁAWOWO

WŁADYSŁAWOWO

11 lat, dokładnie tyle minęło od mojego ostatniego pobytu nad Polskim morzem. Nigdy nie planuję wakacji w Polsce, 100% moich tygodniowych lub dłuższych podróży to obce kraje, natomiast obecny rok, owiany pandemią korona wirusa, ze względów bezpieczeństwa praktycznie zmusił nas do pozostania na terenie kraju.
Ta podróż była całkowicie inna od moich poprzednich, dlatego też, ten wpis nie będzie typowym przewodnikiem a raczej fotorelacją z ogólnym opisem moich wrażeń. Tegoroczne wakacje różniły się pod względem formy spędzania wolnego czasu, pod względem wyszukiwania i odkrywania intrygujących miejscówek czy chociażby zabawy i szaleństw ze znajomymi jak to zwykle bywa. Tutaj tego nie było. Ten wyjazd był całkowicie poświęcony rodzinie. Byłam tylko dla tych dwóch najważniejszych dla mnie ludzi czyli rodziców.

25.08.2020 - 01.09.2020

Głęboko wierzę w to, że nad Polskim morzem istnieje mnóstwo klimatycznych i nieznanych ludziom zakątków, w których można naprawdę odpocząć, z dala od całego zgiełku turystycznego. Uważam, że Polskie wybrzeże jest piękne. Plaże są urokliwe, dlatego też w przyszłości chciałabym jeszcze spędzać wolne chwile nad Bałtykiem, w takim właśnie miejscu. Miejscu dalekim od deptaków z odpustowymi straganami, wypełnionymi po brzegi chińskimi produktami i dobiegającą zewsząd muzyką disco polo.

Władysławowo wybraliśmy głównie ze względu na dostępność wolnych miejsc noclegowych, w terminie, który najbardziej nam odpowiadał. Natomiast nie wyobrażam sobie, abym kiedykolwiek w przyszłości miała tam jeszcze raz spędzić czas. Nie chodzi mi tutaj o zrobienie antyreklamy tego miejsca, lecz jako człowiek posiadający prawo do wyrażania własnej opinii, nawet jeśli ktoś się z tą opinią nie zgadza, chcę po prostu szczerze opisać moje wrażenia stamtąd.
Być może po sezonie, we Władysławowie jest spoko, kiedy to plaże pustoszeją przez wracające do domów całe rodziny ze względu na zbliżający się rok szkolny, a pozostałą część turystów stanowią emeryci. Być może tak jest, nie wiem, nie byłam. Byłam w momencie, kiedy chcąc przejść deptakiem, trzeba było przedzierać się przez lawinę wózków dziecięcych, biegające dookoła z lodami i goframi rozwydrzone dzieci, kiedy to ich rodzice nie zwracali uwagi kompletnie na nic. Dzieci są dziećmi i nic do nich nie mam, ale postawa i niektóre zachowania, jak również słownictwo dorosłych po prostu mnie przerażały. Natomiast gdy już dotarliśmy do plaży, aby znaleźć jakiekolwiek miejsce dla siebie, na dzień dobry mieliśmy do pokonania labirynt stworzony z parawanów plażowych.
Ogólnie rzecz biorąc, wszystko tam, było cholernie przytłaczające, męczące. Momentami zastanawiałam się, gdzie ja w ogóle jestem. Tłumy ludzi, dzikie wrzaski, hałaśliwe karuzele z akompaniamentem muzyki Zenona Martyniuka oraz kolorowe jarmarki otulone zapachem waty cukrowej i frytury z pobliskich restauracji.
Szkoda. Tak bardzo to niszczy urok, zabija atmosferę. Nie mój klimat, absolutnie nie.

Natomiast żeby nie było tak pesymistycznie, Polskie wybrzeże nie składa się tylko z Władysławowa. Przez kilka dni uciekaliśmy w inne miejsca, a przez dobre połączenie pociągów, wszystko szło szybko i sprawnie. Wystarczą dwa przystanki w stronę Helu i wysiadamy w całkiem innym świecie. Chałupy. Po jednej stronie Mekka windsurferów i kitesurferów, po drugiej stronie przepiękna, długa, z czystym piaskiem plaża. Zdecydowanie polecam. Spędziliśmy tam naprawdę bardzo miłe chwilę.

Cieszę się również, że odwiedziliśmy Gdańsk. Miasto jest absolutnie magiczne i malownicze. Przytulne uliczki wypełnione restauracjami i kawiarenkami oraz zabytkami na każdym kroku. Koniecznie trzeba się tam wybrać na spacer po zmroku. Myślę że potrzeba co najmniej 2-3 dni aby lepiej poznać to, co miasto ma nam do zaoferowania w swojej architekturze i kulturze.

Jeżeli będziecie w Gdańsku, szczerze polecam restauracje "Winne Grono" (klik) która znajduję się praktycznie w samym centrum miasta, na ulicy Szeroka 52/54. Jest drogo, ale jedzenie tam jest po prostu znakomite.

Jak już jesteśmy w temacie jedzenia, to dla porównania powiem Wam, że w tej restauracji za posiłek od osoby wychodziło około 60/70 zł, ale z ręką na sercu warto. We Władysławowie średnia cena to 30/40 zł, gdzie ryby były podawane głównie z zestawem surówek, ziemniakami z wody lub frytkami.

We Władysławowie na pewno warto zwrócić uwagę na tawernę "Klipper" (klik) .
Przytulne miejsce, świetna obsługa klienta, ale co najważniejsze to przepyszne jedzenie za naprawdę niewielkie pieniądze. Tutaj około 40/50 zł od osoby.
Adres to: ulica Gdańska 20

Tawerna Klipper Władysławowo

Koniecznie zamówcie tam również deser, jedno z najlepszych brownie jakie jadłam !

Udało nam się jeszcze wyskoczyć do bardzo tłocznego i gwarnego Sopotu, ale był to pierwszy w życiu spacer mojej mamy po słynnym molo, więc było warto mimo wszystko.

Jakiekolwiek nie byłyby moje wrażenie z tego wyjazdu, to chwile z rodziną są bezcenne i nie do zastąpienia niczym innym. Odpoczęliśmy, a tamten czas spędzony na długich rozmowach, spacerując razem po plaży, już zawsze będę wspominać z uśmiechem na twarzy.

podziel się :)


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *